angel-382824_1920

“Despacito” na pielgrzymce a prawo autorskie

W ostatnich dniach niespodziewaną gwiazdą polskiego Internetu została s. Janina Anna Kaczmarzyk, katechetka ze Zgromadzenia Służebniczek NMP. Siostra zasłynęła żywiołowym wykonaniem i pielgrzymkową przeróbką hitu lata 2017 – Despacito. Nagranie z uzdolnioną muzycznie zakonnicą wraz z tłumem pielgrzymów na dzień publikacji tego artykułu osiągnęło ponad 1 400 000 wyświetleń, której zapewne nie spodziewała się autorka nowych słów do piosenki Luisa Fonsi.

Warto jednak zastanowić się, jak ta pielgrzymkowa zabawa wygląda z prawnoautorskiego punktu widzenia – czy każdy z nas może do melodii dowolnego hitu dorobić swoje słowa, a potem wykonywać je publicznie, na czele około tysięcznego tłumu (taką liczbę pątników podała Gazeta Wrocławska)? Czy wobec tego autor Despacito mógłby pozwać siostrę Janinę i domagać się od niej odszkodowania?

Należy zastanowić się, który z przepisów prawa autorskiego obejmuje analizowaną wersję piosenki. Jeżeli stwierdzimy, że „pielgrzymkowa” wersja Despacito stanowić będzie opracowanie oryginału, czyli będzie to tzw. utwór zależny – wtedy rozporządzanie i korzystanie z takiego opracowania powinno odbywać się za zgodą twórcy.

Można jednak bronić również poglądu, zgodnie z którym mamy tu do czynienia z parodią popularnej piosenki. W przypadku parodii prawne wymagania dotyczące rozpowszechnienia nie są już tak surowe. Problem polega jednak na stwierdzeniu: co może zostać uznane za parodię? W tej sprawie wypowiedział się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z 3 września 2014 r. w sprawie C‑201/13, gdzie stwierdzono, że „(…) istotnymi cechami charakterystycznymi parodii jest po pierwsze to, że nawiązuje ona do istniejącego utworu, jednocześnie wykazując w porównaniu z nim uchwytne różnice, a po drugie to, że stanowi wypowiedź humorystyczną lub żartobliwą. Jeżeli więc uznamy, że śpiewanie chrześcijańskiej wersji wakacyjnego przeboju spełnia przedstawione wyżej wymagania tzn. parodia jest zauważalnie inna od pierwotnego utworu (a Zdrowaś Maryjo niewątpliwie różni się od erotycznego hitu Luisa Fonsi), a poza tym posiada charakter żartobliwy, należy stwierdzić, że nie doszło do naruszenia prawa i przerobiona piosenka może być wykonywana bez obaw o otrzymanie wezwania do zapłaty podwójnej opłaty licencyjnej.

Gdy założymy, że „chrześcijańskie Despacito” nie będzie stanowić parodii, omawiany tu problem można również analizować w świetle innego przepisu ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych tj. art. 31 ust. 1. Z godnie ze wspomnianym przepisem: wolno korzystać z utworów podczas ceremonii religijnych oraz oficjalnych uroczystości organizowanych przez władze publiczne, jeżeli nie łączy się z tym osiąganie pośrednio lub bezpośrednio korzyści majątkowej. Ceremonie religijne w Kościele Katolickim to wszelkie msze, procesje, chrzty, śluby, komunie, pogrzeby, pielgrzymki i inne od wieków ustalone tradycją lub zarządzeniem władz kościelnych oficjalne formy odprawiania nabożeństw i obrzędów religijnych.

Czy przytoczony przepis upoważnia również do „przerabiania” wykorzystywanych utworów? Taka interpretacja (choć możliwa do obrony) jest zbyt daleko idąca i w tym przypadku art. 31 prawa autorskiego nie znajdzie zastosowania, w wyniku czego należałoby uznać, że pielgrzymkowa piosenka s. Janiny Anny Kaczmarczyk narusza prawa autorskie do Despacito.

Podsumowując, w przypadku (wątpliwego) pozwu Luisa Fonsi’ego przeciwko s. Janinie Annie Kaczmarczyk w związku z ewentualnym naruszeniem praw autorskich do utworu Despacito, jako najbardziej racjonalną linię obrony doradzalibyśmy utrzymywanie, że „pielgrzymkowe Despacito” stanowi jedynie parodię oryginalnego utworu, przez co mieści się w granicach „dozwolonego użytku”. Podkreślić należy jednak, że korzystanie z utworów w ramach dozwolonego użytku, w tym również rozpowszechnianie parodii, obarczone jest obowiązkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz podania źródła (przy uwzględnieniu istniejących możliwości), jak również dozwolony użytek nie może naruszać „normalnego korzystania” z utworu oraz godzić w „słuszne interesy” twórcy.

 

/tekst: Marcin Barczyk i Kamila Knap

receipt-1274307_1920

Dla kogo kasa fiskalna?

Większości z nas robienie jakichkolwiek zakupów kojarzy się z otrzymaniem paragonu na koniec. Dla sprzedawców kasa fiskalna jest dodatkowym obowiązkiem wiążącym się z koniecznością szkoleń, obostrzeniami, możliwymi kontrolami i innymi powinnościami. Gdyby dało się ich uniknąć, większość przedsiębiorców z dużą ulgą by z tego skorzystała.

W rzeczywistości nie każdy przedsiębiorca jest zobowiązany do posiadania kasy fiskalnej i ewidencjonowania na niej dokonanej sprzedaży. Kiedy mamy do czynienia z taką sytuacją?

 

Rozporządzenie Ministra Rozwoju i Finansów z dnia 16 grudnia 2016r. (Dz. U z 2016 poz. 2177) wymienia przypadki, w których przedsiębiorca jest zwolniony z obowiązku ewidencjonowania sprzedaży przy pomocy kasy fiskalnej. Należą do nich między innymi sytuacje, gdy:

  • sprzedaż na rzecz konsumentów nie przekroczyła w poprzednim roku podatkowym 20 000 zł,
  • sprzedaż następujących towarów lub usług stanowiła nie mniej niż 80% sprzedaży w poprzednim roku:
    • dostawa towarów w systemie wysyłkowym, jeżeli sprzedawca otrzyma zapłatę na konto,
    • sprzedaż usług jeżeli sprzedawca otrzyma zapłatę na konto,
    • wynajem i usługi zarządzania nieruchomościami jeżeli sprzedawca otrzyma zapłatę na konto lub zostało to udokumentowane fakturą
    • sprzedaż niektórych usług drogą elektroniczną, jak np. cyfrowa dostawa oprogramowania.

Zwolnienia wymienione w rozporządzeniu, mimo że dość liczne, to dotyczą niszowych gałęzi gospodarki. Dla większości przedsiębiorców interesujące może być wyłącznie zwolnienie w przypadku wysyłki towarów lub sprzedaży usług pod warunkiem otrzymania zapłaty na konto lub niektóre usługi świadczone drogą elektroniczną.

pexels-photo-89860

“Śmieszne obrazki” w internecie i prawo autorskie.

Z roku na rok świadomość użytkowników internetu w zakresie prawa autorskiego jest coraz wyższa, jednakże cały czas wiele osób żyje w przekonaniu, że obrazy znalezione za pomocą Google grafika, mogą być wykorzystywane w dowolny sposób  “bo przecież były w internecie”. Co zaskakujące, tego typu podejście nie dotyczy jedynie osób umieszczających cudze utwory graficzne jako zdjęcia w tle na swoim profilu na Facebooku, czy  właścicieli śmieszkujących stron i portali, którzy czują się anonimowi i bezkarni. Utwory zamieszczane często bezprawnie wykorzystują wydawcy największych i najbardziej poczytnych dzienników w Polsce lub podmioty prowadzące działalność komercyjną.

 

Czy w takiej sytuacji Twórca jest zupełnie bezradny? Oczywiście, że nie! W tym krótkim poradniku postaramy się wyjaśnić podstawowe zagadnienia dotyczące możliwości obrony Waszej twórczości i tego, jak możecie dochodzić realnych pieniędzy. Zanim jednak zaczniemy, musimy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie: Kiedy dochodzi do naruszenia?

 

Twórcy przysługuje prawo do decydowania o tym w jaki sposób jego utwór może być wykorzystywany, wyjątkiem są sytuacje określane jako “dozwolony użytek”, o którym pisaliśmy we wcześniejszym wpisie. Co do zasady więc każde wykorzystanie Waszego utworu, bez waszej zgody stanowić będzie naruszenie praw autorskich. Trzeba nadmienić jednak, że skorzystanie z opcji “udostępnienia” na Facebooku czy “linkowanie” odnośników do obrazów nie będzie stanowiło naruszenia, ze względu na bezpośrednie odniesienie do źródła utworu.

W przypadku stwierdzenia naruszenia, w praktyce wyróżnia się kilka możliwości rozwiązania powstałej sytuacji.

 

Polubowne rozwiązanie sprawy

 

Kiedy mamy już pewność, że nasze prawo zostało naruszone, a zależy nam na tym, aby w związku z wykorzystaniem naszego dzieła uzyskać korzyść majątkową, wówczas najprostszym i najbardziej polubownym wyjściem jest wysłanie do naruszyciela faktury, obejmującej należność za wykorzystanie naszego dzieła. Dlaczego? Przedsiębiorca może “wrzucić” ją sobie w koszty uzyskania przychodu i często właśnie dzięki temu będzie bardziej skłonny do zapłaty. Jak prawidłowo ustalić wysokość faktury? Najlepiej będzie, jeśli będziesz mógł poprzeć ją innymi fakturami wystawionymi za podobne prace, które udokumentują zwykłą ich wartość. Istnieje ryzyko, że winowajca zignoruje Twoje listy lub maile. Ten sposób stanowi swoiste “przypomnienie” o obowiązku zapłaty należności za korzystanie z naszej pracy twórczej.

 

Wezwanie do zapłaty

Kolejnym sposobem, w którym posuwamy się już o krok dalej jest wezwanie do naprawienia szkody. Wzywając do naprawienia szkody możemy z góry żądać dwukrotności hipotetycznej opłaty licencyjnej w przypadku niezawinionego naruszenia praw autorskich.  Jest to więc prawo do dochodzenia odszkodowania zryczałtowanego. Zaledwie trzy miesiące temu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wzbudzające wielkie poruszenie orzeczenie, w którym stwierdził, że cechą każdego odszkodowania zryczałtowanego jest to, iż nie jest dokładnie proporcjonalnie do szkody poniesionej w rzeczywistości. Nie masz też obowiązku udowadniania związku między naruszeniem Twoich praw, a poniesioną stratą. Jest to dla Twórców działających w internecie duże ułatwienie, bo ciężko byłoby udowodnić z jaką stratą finansową wiązało się dla nich np. udostępnianie bez podpisu grafiki, którą promują na własnym profilu. Pamiętaj, że możesz również zdecydować się na dochodzenie swoich roszczeń na zasadach ogólnych.

 

Warto nadmienić, że Trybunał Konstytucyjny uznał możliwość domagania się trzykrotności hipotetycznego wynagrodzenia, w przypadku zawinionego naruszenia, za wkraczające zbyt głęboko w strefę wolności majątkowej podmiotów naruszających prawa autorskie, a w związku z tym za niekonstytucyjne. W efekcie dochodzi do paradoksalnej sytuacji, gdzie naruszycielowi “bardziej opłaca się” udowodnić, że dokonał naruszenia w sposób zawiniony, ponieważ wówczas dopuszczalne jest dochodzenie odszkodowania jedynie na zasadach ogólnych.

 

Kwestią budzącą ogromne kontrowersje jest możliwość poinformowania w “wezwaniu do zapłaty” lub “wezwaniu do zaniechania naruszania” o ewentualnym zawiadomieniu przez nas organów ścigania w związku z naruszeniem. Zachodzi bowiem niebezpieczeństwo, że takie działanie z naszej strony zostanie potraktowane jako groźba bezprawna z art. 115 § 12 kodeksu karnego. Pomimo tego, że zgodnie z dalszą częścią przepisu “nie stanowi groźby zapowiedź spowodowania postępowania karnego, jeżeli ma ona jedynie na celu ochronę prawa naruszonego przestępstwem” to zamieszczanie tego typu informacji należy dokonywać w sposób niezwykle ostrożny, unikając choćby cienia prawdopodobieństwa potraktowania naszej wypowiedzi jako formy szantażu. Wydaje się, że samo przytoczenie przez nas w piśmie wzywającym do zapłaty, przepisów karnych umieszczonych w ustawie o prawie autorskim, nie spełni znamion groźby. Za każdym razem trzeba jednak dokonywać takich rozważań w oparciu o całą treść pisma oraz kontekst sytuacji.

 

Powództwo cywilne

W przypadku odmowy naprawienia szkody przez naruszyciela lub braku odpowiedzi na nasze działania opisane powyżej, niezbędne może okazać się złożenie do sądu pozwu. Możemy powołać się na te same podstawy, które przytoczyliśmy w wezwaniach tj. naruszenie autorskich praw majątkowych lub autorskich praw osobistych (lub obu łącznie!). Należy pamiętać, że powództwo cywilne powinno spełniać określone warunki formalne: oznaczyć sąd, do którego kierujemy pozew (w sprawach o naruszenie praw autorskich jest to zawsze sąd okręgowy!), dokładnie określić żądanie i podać wartość przedmiotu sporu (czyli sumę, której dochodzimy w związku z naruszeniem), przytoczyć okoliczności faktyczne uzasadniające nasze stanowisko oraz dowody na poparcie przytoczonych okoliczności (może być to np. screen przedstawiający naszą pracę na stronie internetowej naruszyciela).

 

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa

Niestety wiele osób nie zdaje sobie sprawy z faktu, że naruszenie praw autorskich jest przestępstwem. Za popełnienie go może grozić kara grzywny, ograniczenia wolności, a w określonych przypadkach nawet kara pozbawienia wolności do 3 lat!  Jeżeli więc stwierdzimy, że nasze prawa zostały naruszone to niezależnie od podjęcia działań określonych powyżej mamy możliwość zawiadomienia prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. W zawiadomieniu takim musimy opisać dokładnie wszystkie okoliczności jakie miały miejsce oraz przytoczyć wszelkie dowody potwierdzające taki stan rzeczy.

 

Co jeszcze?

Oprócz roszczeń majątkowych, zawsze możesz domagać się zaniechania naruszenia, usunięcia jego skutków (czyli np. żądać, aby naruszyciel opublikował informację, że to Ty byłeś autorem) i wydania uzyskanych korzyści. Niezależnie możesz zażądać też przyznania się do faktu naruszenia prawa i przeprosin.

 

Czy w takim razie pomoc prawnika jest Ci w ogóle potrzebna? Każdy z opisanych wyżej kroków możesz wykonać sam. Doświadczenie pokazuje jednak, że naruszyciele są znacznie bardziej skłonni prowadzić rozmowę z prawnikami i dzięki temu postępowania często kończą się na ugodą.

pexels-photo-209137

Co grozi za niezgłoszenie zbioru danych osobowych do GIODO?

Wiele osób, które po raz pierwszy zetknęły się z wymogiem zgłaszania baz danych do GIODO, dowiaduje się o tym obowiązku niejako po fakcie. Powinny były zgłosić taki zbiór danych uzyskanych od klientów czy to przez stronę internetową, aplikację czy w inny sposób, ale dopiero teraz, po jakimś czasie zajęły się tą sprawą.

Co w takim wypadku? Co może się stać jeśli nieprawidłowo zbieraliśmy dane osobowe? Co może grozić osobie, która była zobowiązana do zgłoszenia bazy do Generalnego Inspektora, a tego nie zrobiła?

Teoretycznie, przepisy ustawy o ochronie danych osobowych przewidują w takim wypadku sankcje karne: za przetwarzanie danych osobowych bez wymaganych uprawnień (czyli przede wszystkim zgody osoby, od której dane pobraliśmy) grozi grzywna, kara ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do 2 lat. Jeżeli przetwarzane przez nas dane można uznać za tzw. “dane wrażliwe”, to możliwa kara wzrasta do 3 lat pozbawienia wolności. Samo niezgłoszenie zbioru danych do rejestracji podlega karze grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku.

Tyle w teorii. W praktyce GIODO najczęściej wzywa do usunięcia naruszeń, czyli nakazuje nam doprowadzić do pełnego zalegalizowania przetwarzanych przez nas danych (bądź też ich usunięcia). Jeśli GIODO wyda decyzję nakazującą nam usunięcie naruszeń, a nie zastosujemy się do niej, to grozi nam grzywna w wysokości do 10 000zł (dla osób fizycznych) lub do 50 000zł (dla osób prawnych). Pamiętajmy jednak, że nie jest to kara za niezgłoszenie zbioru danych do rejestracji, a za niezastosowanie się do decyzji GIODO.

Ten stan ulegnie jednak zmianie w przyszłym roku. Od maja 2018r. na mocy znowelizowanych przepisów, na przedsiębiorców będzie można nałożyć karę do 20 000 000 Eur lub do 4% światowego obrotu przedsiębiorstwa. Jak widać, kary zostaną drastycznie podwyższone, dlatego już dziś warto zacząć przygotowywać się do wprowadzenia znowelizowanych przepisów w naszych przedsiębiorstwach.

pexels-photo-199165

Stylizacja blogerki modowej i prawo autorskie

Prowadzenie bloga modowego już dawno przestało być jedynie dobrą zabawą. Obecnie jest to kolorowy koktajl, którego składnikami są ubrania, fryzury, biżuteria, kosmetyki, wszelkie dodatki i oczywiście duże sumy pieniędzy. Wszystko to tworzy szalony miks lifestylowej rozrywki i śmiertelnie poważnego biznesu, czyli wymarzoną przestrzeń dla prawa własności intelektualnej.

Czy stylizacja blogerki modowej może być chroniona prawem autorskim? Z punktu widzenia prawnika jest to śmiertelnie poważne pytanie.

źródło: https://maffashion.pl/281216-2/

Nie ulega wątpliwości, że zaprojektowane, kompletne kreacje, a nawet pojedyncze części garderoby jak np. buty czy suknia, mogą podlegać ochronie prawa autorskiego, jednakże – czy samo zestawienie ubrań może taką ochronę uzyskać? Ustawa o prawie autorskim stwierdza, że prawem tym może być chroniony utwór, czyli  każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Należy zastanowić się czy stylizacja blogerki spełnia te kryteria.

Poprzez stylizację modową należy rozumieć całościowy efekt wizualny jaki dociera do odbiorcy (czyli osoby oglądającej zdjęcia na blogu), efekt ten może być osiągany m.in. przez: dobór zestawu ubrań, fryzurę, makijaż, dodatki. Elementy te powinny współgrać ze sobą w taki sposób aby można było stwierdzić, że ich dobór i zestawienie jest twórcze, czyli na swój sposób niepowtarzalne, wnoszące coś nowego, nieoczywiste, niestandardowe oraz niebanalne.

Uwaga! Fakt, że wszelkiego rodzaju ubrania, biżuteria, make-up czy fryzura będą stanowiły utwór w rozumieniu prawa autorskiego, nie oznacza automatycznie że cała stylizacja nabierze takiego charakteru. Twórczość powinna przejawiać się sposobie doboru elementów i ogólnemu wrażeniu jakie wywołuje stylizacja!

źródło: http://www.jemerced.com/patent-leather-all-black-kenzo-x-hm-mmc-eobuwie/

Z powyższego można wyciągnąć wniosek, że zdecydowana większość stylizacji, które możemy obserwować na blogach, Facebooku czy Instagramie, nie uzyska ochrony prawa autorskiego. Nie oznacza to jednak, że żadna nie ma szans na osiągnięcie statusu utworu, jest to jak najbardziej możliwe.

Jeżeli dana stylizacja nie jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego, ale jednocześnie jest na tyle charakterystyczna, że silnie łączy się z danym blogiem (profilem na Facebooku, Instagramie) i może być kojarzona z konkretną blogerką, nie wykluczam ochrony prawnej na podstawie innych przepisów niż prawo autorskie. Mam na myśli ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Topowe polskie blogerki modowe zarabiają świetne pieniądze na prowadzeniu swoich blogów, nie należy więc wykluczać, że w pewnych wypadkach „kradzież” stylizacji może zostać potraktowana jako działanie sprzeczne z dobrymi obyczajami. W takiej sytuacji poszkodowana blogerka mogłaby domagać się m.in.: zaniechania niedozwolonych działań, usunięcia ich skutków (np. poprzez skasowanie postu), złożenia jednokrotnego oświadczenia o określonej treści i w określonej formie (np. przeprosiny w Vogue ;)), naprawienia wyrządzonej szkody.

Do tej pory w Polsce nie słyszeliśmy o bataliach prowadzonych przez blogerki z powodu naruszenia praw autorskich lub popełnienia czynu nieuczciwej konkurencji. Patrząc jednak na niesamowity rozwój popularności modowego contentu we wszelkich wirtualnych mediach oraz ciągłe rozszerzanie granic ochrony praw własności intelektualnej, jest więcej niż prawdopodobne, że taki spór jest jedynie kwestią czasu.

25

— Proces w środkach masowego przekazu

Wczoraj popołudniu w polskich mediach wybuchła burza związana z ujawnieniem danych osobowych kilku uczestników procesu, podczas transmisji głośnego i medialnego procesu w sprawie zabójstwa Ewy Tylman.

Proces emitowany był z kilkuminutowym opóźnieniem, gdyż sąd z oczywistych względów nie wyraził zgody na transmisję na żywo. Ten środek ostrożności okazał się być niewystarczający.

Na antenie ogólnopolskiej telewizji zostały podane nie tylko imiona i nazwiska rodziny i znajomych oskarżonego Adama Z., ale też najbardziej intymne detale dotyczące ich życia oraz orientacji seksualnej. Doszło więc do oczywistego naruszenia prawa do ochrony danych osobowych, zwłaszcza tych należących do kategorii danych wrażliwych. Co szczególnie szokujące, TVP dokonało za jednego ze świadków przymusowego coming out-u.

 

Jakie konsekwencje mogą spotkać członków ekipy telewizyjnej za to wyjątkowe niedbalstwo?

Kwestie te regulowane są przez dwie ustawy:  prawo prasowe oraz ustawę o ochronie danych osobowych.

Artykuł 13 pkt 2 Ustawy Prawo Prasowe stanowi: Nie wolno publikować w prasie danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe, jak również danych osobowych i wizerunku świadków, pokrzywdzonych i poszkodowanych, chyba że osoby te wyrażą na to zgodę.

 

W omawianym przypadku zastosowanie znajdzie również artykuł Art. 51 pkt 1. Ustawy o ochronie danych osobowych: Kto administrując zbiorem danych lub będąc obowiązany do ochrony danych osobowych udostępnia je lub umożliwia dostęp do nich osobom nieupoważnionym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

 

Rzecznik  TVP w udzielanych mediom wypowiedziach wyraźnie bagatelizował sytuację. Osoby, których dane zostały ujawnione mają jednak wszelkie podstawy, by skierować do TVP roszczenie za naruszenie ich konstytucyjnego prawa do prywatności na gruncie postępowania cywilnego. Dodatkowo, ustawa o ochronie danych osobowych przewiduje  również odpowiedzialność karną.
W dobie wszechobecnych środków masowego przekazu i rosnącej nietolerancji osoby odpowiedzialne za ochronę danych osobowych, zwłaszcza tych najbardziej wrażliwych powinny wykazać się szczególną uważnością. Możemy jedynie mieć nadzieję, że osoby pokrzywdzone w tej sytuacji nie zaznają z jej powodu szykan, internetowego hejtu lub przemocy.

pexels-photo-211151

Zmiany w prawie ochrony danych osobowych

Z dniem 25.05.2018 zaczną w naszym kraju obowiązywać nowe europejskie regulacje dotyczące ochrony danych osobowych. Choć termin wydaje się na razie dość odległy, to wielu przedsiębiorców już teraz zaczyna przygotowywać się do nadchodzących zmian, by w momencie ich wejścia w życie być na nie w pełni przygotowanym.

 

Nowe przepisy to:

Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych)

 

Oraz

 

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/680 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych przez właściwe organy do celów zapobiegania przestępczości, prowadzenia postępowań przygotowawczych, wykrywania i ścigania czynów zabronionych i wykonywania kar, w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylająca decyzję ramową Rady 2008/977/WSiSW

 

W tych aktach prawnych dokonano ponownej  definicji wielu pojęć o kluczowym charakterze dla ochrony danych osobowych. Na nowo ustalono znaczenie m. in:

  • Danych osobowych (rozszerzono katalog danych uznawanych za dane osobowe)
  • Przetwarzania
  • Zgody
  • Zbioru danych
  • Administratora

Tak więc tych pojęć które mają fundamentalne znaczenie dla zapewnienia z przepisami zgodności działań przedsiębiorców i innych administratorów danych osobowych. Dodatkowo rozszerzono zakres ochrony praw podmiotów których dane mają być przetwarzane

 

Zmienione zostanę również same zasady przetwarzania danych, np. poprzez wprowadzenie nieznanych wcześniej zasad “minimalizacji danych”, “ograniczenia przechowywania” czy też obowiązującą administratora zasadę “rozliczalności” tj. odpowiedzialności za wykazanie przestrzegania prawidłowości przetwarzania.

 

Rozszerzono również katalog oraz podniesiono poziom wymogów technicznych wobec administratorów oraz wprowadzono dla niego nowe obowiązki. Zobligowano go również do prowadzenia rejestru czynności przetwarzania danych osobowych.

 

Samym zainteresowanym przyznano ustalone w orzecznictwie prawo do bycia zapomnianym – teraz zostało ono bezpośrednio wyrażone w akcie prawnym  pozwala obywatelom żądać niezwłocznego usunięcia dotyczących ich danych osobowych, w których posiadaniu jest dany administrator, choć sytuacje te wymieniono w zamkniętym katalogu.

 

Nowością jest również instytucja inspektora danych osobowych, czyli osoby wspomagającej organy kontrolujące legalność przetwarzania danych. Jest on niejako pośrednikiem między organami państwowymi a przedsiębiorstwem; powołanie go będzie konieczne przy przetwarzaniu danych osobowych na dużą skalę.

 

Przepisy dyrektywy będą oczywiście konkretyzowane w ustawodawstwie polskim, jednak pozwalają nam wyraźnie zobaczyć kierunek, w którym zmierza ustawodawca europejski i przygotować się do nadchodzących zmian.

marcin-barczyk-1170x937

Prawo autorskie w deskorolce

Niniejszy tekst powstał na prośbę portalu www.skateaffair.pl i dostępny jest pod linkiem http://skateaffair.pl/prawo-autorskie-w-deskorolce-felieton/

Czy tego chcemy czy nie, deskorolka to obecnie poważny interes i prawdziwe pieniądze. Skejci, którzy weszli w tzw. skate-biznes musieli wybrać odpowiednią formę działalności gospodarczej, stworzyć biznes plan, przeżyć swoje pierwsze wizyty w urzędzie skarbowym, nauczać się wystawiać faktury, wypełniać PITy, CITy i robić masę dziwnych rzeczy, których nigdy wcześniej nie brali pod uwagę myśląc: „założę skate-shop” albo „będę produkować własne deski / ubrania / kółka / trucki” (niepotrzebne skreślić).

Działalność gospodarcza i problemy z nią związane to bolączka dnia codziennego każdego „skejt-przedsiębiorcy”, ale jest też inna kwestia, nad którą większość z nas nigdy się nie zastanawiała, czyli prawa autorskie. W tym artykule postaram się wyjaśnić kilka kwestii, które podsunął mi serdeczny kolega Tomek – redaktor Skateaffair.

Co jest chronione prawami autorskimi?
Prawo autorskie chroni utwór, czyli coś twórczego, nowego, niepowtarzalnego i jedynego w swoim rodzaju. Logo Twojej firmy nie będzie chronione prawami autorskimi jeżeli jest zbyt banalne jak np. proste zestawienie liter w przypadku DGK.

(źródło: http://thriftyzone.thriftysigns.netdna-cdn.com/image/cache/data/decals/dgk-logo-decal-sticker-dgk-logo-800×800.png)

Można natomiast uznać za utwór logo Zero Skateboards:

(źródło: http://www.boardparadise.com/v/vspfiles/assets/images/zeroskateboards.jpg)

Czy to znaczy, że większość logówek nie jest chronionych w żaden sposób i mogę ich używać dowolnie? Nie! Większość z nich zarejestrowana jest w urzędzie patentowym jako znaki towarowe (o których być może napiszę jeżeli będziecie chcieli : ))
Przyjmijmy jednak, że logo naszej skejt-firmy jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego, czyli jest twórcze. Kto ma do niego prawa? Co do zasady prawa autorskie przysługują twórcy utworu i trwają 70 lat po jego śmierci! Co za tym idzie, nie ma absolutnie żadnych przeszkód żeby np. wrzucać sobie na deski/koszulki (w oryginale lub po przeróbce) prace artystów, którzy umarli 70 lat temu.

(źródło: http://www.socialskateboarding.com/assets/products/84423/full/1dskmsarts775oo.jpg)

Twórca może za pomocą specjalnej umowy przenieść prawa autorskie np. na właściciela firmy lub udzielić mu licencji na używanie jego utworu. Oszczędzając Wam prawniczego bełkotu napiszę tylko, że nie polecam korzystania z wzorów umów dostępnych w sieci, znajduje się w nich masa błędów powodujących nieważność takiej umowy. W przypadku praw autorskich dobra umowa oznacza sukces i brak problemów w przyszłości.

Czy mogę użyć tej piosenki w swoim demo?
Tak, ale tylko za zgodą osoby, która posiada do niej prawa autorskie. Oznacza to, że zapewne 90% montaży znajdujących się na YouTube narusza czyjeś prawa autorskie. Umieszczając cudzą piosenkę w przejeździe popełniamy przestępstwo zagrożone karą grzywny, karą ograniczenia wolności lub nawet pozbawienia wolności do 2 lub 3 lat (w zależności czy robimy to w celu osiągnięcia korzyści majątkowej), jednocześnie narażamy się na odpowiedzialność cywilną tj. możemy zostać zmuszeni do zapłacenia odszkodowania. Stanie się tak natomiast tylko w przypadku gdy osoba posiadająca prawa autorskie zawiadomi prokuraturę o popełnieniu przestępstwa lub pozwie nas do sądu w sprawie cywilnej, dlatego też w praktyce najczęściej jedyną konsekwencją jest zablokowanie ścieżki dźwiękowej lub całego filmu na YT.
Morał z tego taki, że jeżeli jesteśmy małą firemką czy wypuszczamy swój prywatny montaż to może (ale nie musi) ujść nam na sucho. Gorzej będzie w przypadku gdy jesteśmy dużą firmą, która wypuszcza pełnometrażową SV-kę w kinach, wydaje ją na dvd/blu-ray, czy wrzuca do pobrania z iStore. Duże produkcje od takich firm jak Nike SB, Adidas, Girl czy Birdhouse poprzedzone są umowami licencyjnymi o wykorzystanie piosenki w filmie. Zdarzają się jednak wpadki, jak w przypadku świetnej produkcji spod szyldu Polar Skate Co.: „I like it here inside my mind. Don’t wake me up this time”.

(źródło: https://www.youtube.com/watch?v=abTTtyAPeN4)

„Artists feel free to contact us for compensation : )” – Pontusowi Alvowi niestety chyba nikt nie wytłumaczył przed wypuszczeniem filmu w jaki sposób działają prawa autorskie, ponieważ takie oświadczenie absolutnie nie ratuje ich w razie wejścia przez właścicieli praw autorskich na ścieżkę sądową. Jeżeli o filmie dowiedzą się m. in. przedstawiciele wytwórni Universal Music UK, która posiada prawa do wykorzystanych w filmie utworów Joy Division może zrobić się ciekawie.

Czy Andrew Reynolds może mnie pozwać jeżeli zrobię varial heel’a z Hollywood 16?
Triki jako takie nie podlegają ochronie prawnoautorskiej, ale moim zdaniem całe sekwy lub przejazdy w filmach już mogą być chronione prawem. Mamy tu do czynienia z ochroną analogiczną jak w przypadku tańca tj. poszczególna figura taneczna nie będzie utworem w rozumieniu prawa autorskiego, ale już cały układ taneczny jak najbardziej, jeżeli oczywiście spełnia kryterium twórczości. W takim razie czy możesz pozwać swojego kolegę za skopiowanie Twojego numeru? Nie, ale jeżeli ukradnie ci cały przejazd (pod warunkiem, że będzie on twórczy!) możesz się zastanawiać nad wynajęciem prawnika : ).
Inaczej jest z kopiowaniem stylu. Zachowanie bardzo kiepskie, ale prawnie jak najbardziej dopuszczalne. Możesz absolutnie zgodnie z prawem rysować obrazki w stylu Henry’ego Jonesa i Leona Karssena, kopiować na desce Dylana Riedera, Dennisa Busenitza czy cały team Polara i nigdy z tego powodu nie dostaniesz pisma z sądu, ale proszę Cię… nie rób tego.

 

(fot.: Mr. Buniek; mrbuniek.tumblr.com)

Metody rozliczania podatku VAT

– Czy mały może więcej? Vol. 3 – Metody rozliczania VAT

Podatek od towarów i usług to danina o charakterze pośrednim. Jej pośredniość polega na tym, że płacony jest on „przy okazji” pozyskiwania towaru bądź usługi, a nie poprzez zapłatę świadczoną do odpowiedniego organu podatkowego. Pełna pośredniość podatku VAT tyczy się tylko podmiotów niebędących podatnikami tego podatku- np. konsumentów. Podmioty obciążone podatkiem VAT są zobowiązane do rozliczania podatku – czyli do  obliczania i wpłacania należności podatkowej na rachunek urzędu skarbowego, w którym zgłosiły rejestrację.

Podstawowe formy rozliczania VAT

Domyślna formą rozliczania VAT-u jest tzw. metoda memoriałowa. Przedsiębiorca objęty tą formą rozliczenia zobowiązany jest wpłacać na konto urzędu skarbowego obliczoną kwotę do 25 dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym powstał obowiązek podatkowy. W wypadku powyższej metody momentem powstania  obowiązku będzie, zgodnie z tekstem ustawy, chwila wydania towaru lub wykonania usługi.

Podobną, choć nieco mniej uciążliwą dla podatnika formą rozliczania VAT jest kwartalne wpłacanie należności do urzędu skarbowego. W tym wypadku obowiązek wpłaty następuje 25 dnia miesiąca  następującego po kwartale, w którym  wykonano usługę bądź ich szereg lub dokonano dostawy towarów.

Obydwie z powyższych metod obciążone są wadą niepewności obrotu. Często spotykamy się z sytuacją, w której przedsiębiorca wykonał usługę, lecz nie otrzymał wynagrodzenia. Pokrzywdzenie przedsiębiorcy przez drugą stronę stosunku prawnego nie zwalnia z niego obowiązku rozliczenia się ze skarbówką.

Przykładowo: Firma A dokonała dostawy części samochodowych podmiotowi B w lutym. B zarzekł się, że zaległość ureguluje jak najszybciej. Firma jest przedsiębiorcą, który podlega metodzie miesięcznego rozliczania się z VAT-u. Mija 25 dzień marca, a B wciąż nie uregulował należności. A musi uiścić naliczoną sumę za wartość usługi wykonaną na rzecz B, pomimo braku faktycznego zarobku.

Metoda kasowa

Tej wady pozbawiona jest metoda kasowa. Określony został w niej obowiązek podatkowy przypadający na moment uregulowania części lub całości należności przez kontrahenta. Jednym wypadkiem, w którym należy rozliczyć się US bez uiszczonej wcześniej zapłaty za usługę jest przekroczenie terminu 180 dni od momentu wykonania tej usługi, która jednocześnie wykonana została na rzecz podmiotu, która nie jest VAT-owcem.

Przykładowo: Przedsiębiorstwo A 15 marca dokonało na rzecz Pana X (który nie jest czynnym podatnikiem VAT) usługi naprawy samochodu. Pan X, jako że jest znajomym prezesa firmy A dogadał się z nim, że dokona zapłaty, gdy będzie w lepszej kondycji finansowej. Czas mija, a Pan X nie dokonywał wpłaty. 12 września mija termin 180 dni, a firma A zobowiązana jest dokonać rozliczenia VAT mimo braku zapłaty.

Metoda kasowa nie jest pozbawiona wad, które objawiają się, szczególnie gdy świadczenie spłacane jest w ratach – zwłaszcza nieregularnych. Niemniej jednak, gdy mały przedsiębiorca ma kontrahentów niepewnych, a przy okazji liczy się z koniecznością prowadzenia dokładnej księgowości to metoda kasowa powinna być dla niego najkorzystniejsza. Trzeba wspomnieć, że metoda kasowa może zostać usunięta w nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług w nadchodzącym roku. Jednak póki co mały podatnik może pewniej oraz wygodniej rozliczać VAT niż podmiot niekwalifikujący się pod ten termin. 

 

Metody rozliczania podatku VAT

4

— Prawa autorskie majątkowe i osobiste

W tym krótkim wpisie postaram się rozwiać wątpliwości dotyczące powstania praw autorskich oraz ich rozróżnienia na prawa majątkowe i prawa osobiste. Zagadnienia te są fundamentem dla jakichkolwiek rozważań o prawie autorskim. Często jednak stanowią zagadkę, nie tylko dla osób niezajmujących się prawem, ale także dla profesjonalnych prawników, w tym sędziów!

Art. 1 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi, że „przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór)”. Aby stworzone przez nas dzieło mogło korzystać z ochrony zapewnionej przez prawo autorskie musi mieć status utworu, poprzez spełnienie przesłanek wymienionych w powyższym przepisie. O tym czy dane dzieło jest utworem czy nie, decyduje kwestia posiadania przez nie twórczego i indywidualnego charakteru. Jak sami widzicie jest to kwestia niezwykle ocenna, która wymaga każdorazowego rozważenia konkretnego przypadku. W bardzo dużym uproszczeniu należy uciec się do kryterium oryginalności.

Prawo autorskie chroni utwór od chwili jego ustalenia, choćby nie był jeszcze ukończony.

Ustalenie utworu oznacza chwilę, w której utwór przestanie istnieć jedynie w świadomości autora i zostanie mu nadana, postać która umożliwi zapoznanie się z nim innym osobom – np. napisanie wiersza na kartce czy namalowanie obrazu. Ustalenie nie jest jednoznaczne z utrwaleniem utworu na nośniku (np. kartce papieru, płycie cd). Muzyczna improwizacja  jest chroniona prawem autorskim z chwilą jej zagrania. Różnica pomiędzy prawem autorskim, a prawem własności przemysłowej (regulującym ochronę m. in. znaków towarowych i patentów) polega na tym, że do ochrony prawnoautorskiej nie jest wymagane dopełnienie żadnych formalności!

Wiemy już co jest przedmiotem prawa autorskiego. Należy też odpowiedzieć na pytanie kogo to prawo chroni. Prawa autorskie co do zasady przysługują twórcy utworu (istnieją pewne wyjątki, które zostaną poruszone w kolejnych wpisach).

, którym jest zawsze osoba fizyczna. Nie jest możliwe prawne przypisanie autorstwa zwierzętom, maszynom czy programom komputerowym, mimo że dane dzieło może w istocie pochodzić od któregoś z tych podmiotów. Na tej samej zasadzie nie można przypisać autorstwa osobom prawnym czy różnego rodzaju organizacjom.

Ustawa o prawie autorskim wprowadza podział na prawa autorskie majątkowe i osobiste. Autorskie prawa majątkowe polegają na możliwości wyłącznego korzystania z utworu, rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji, a także do wynagrodzenia za korzystanie z utworu. W prostych słowach chodzi o prawo do „zarabiania” na utworze. Twórca może czerpać zysk ze swojego utworu nie tylko poprzez sprzedawanie jego egzemplarzy. Charakterystyczne dla praw majątkowych jest to, że mają one charakter rozporządzalny, tzn. że twórca może przenieść te prawa np. poprzez ich sprzedaż lub darowiznę na rzecz innej osoby czy nawet instytucji lub udzielić licencji na korzystanie z utworu.

Rozporządzenie autorskimi prawami majątkowymi musi zawsze nastąpić na określonym polu eksploatacji. Oznacza to, że nieistotnie czy dokonujemy przeniesienia prawa czy udzielamy licencji, trzeba określić sposób w jaki prawo autorskie może być wykonywane, np. w stosunku do filmu odrębnymi polami eksploatacji mogą być płyty dvd, blu-ray, czy usługa VOD; a w przypadku utworów muzycznych: płyty CD, vinyle, czy pliki mp3. Ustawa nie wprowadza ograniczeń ilościowych co do pól eksploatacji, nie narzuca też sposobu ich określania. Pola eksploatacji należy jednak określać z możliwie największą dokładnością, aby uniknąć wątpliwości przy interpretacji umowy. Istnieje jednak zakaz rozporządzania prawami autorskimi majątkowymi na polach eksploatacji, które nie są znane w chwili zawarcia umowy dotyczącej tych praw. Taka umowa jest nieważna z mocy prawa.

Należy dodać, że autorskie prawa majątkowe podlegają dziedziczeniu, a także co do zasady wygasają z upływem 70 lat od śmierci twórcy.

Ustawa wyróżnia także autorskie prawa osobiste. Są to prawa chroniące więź twórcy z utworem. Prawami tymi (w przeciwieństwie do praw majątkowych) nie można rozporządzać. Są one nieograniczone w czasie. Autorskie prawa osobiste to w szczególności prawa do:

  • autorstwa;
  • decyzji     czy utwór będzie udostępniony pod nazwiskiem, pseudonimem czy może anonimowo;
  • integralności,     czyli nienaruszalności jego treści i formy, a także rzetelnego     wykorzystania. To prawo chroni twórcę przed ingerowaniem osób trzecich w jego dzieło, idealnie obrazuje to (przytoczony w     poprzednim wpisie) przykład tryptyku. Naruszenie prawa do integralności utworu może polegać na tym, że galeria sztuki podczas wystawy zamieniła kolejność obrazów w tryptyku lub też     wystawiła tylko dwa z nich;
  • decydowania o tym kiedy utwór będzie udostępniony po raz pierwszy dla publiczności;
  • nadzoru nad sposobem korzystania z utworu.

Prawa autorskie osobiste i majątkowe są od siebie niezależne. Naruszenie autorskich praw osobistych nie musi zawsze pociągać za sobą naruszenia autorskich praw majątkowych i odwrotnie!

15058048_10210468992628573_1934515664_n-png

 

4

– Czy mały może więcej? Vol. 2 – Rejestracja małego podatnika

Wracając do przewodniego pytania, warto wskazać, że mały podatnik zawsze będzie obciążony podatkiem od towarów i usług (VAT), w związku z czym, co do zasady zobowiązany jest zarejestrować swoją działalność w Urzędzie Skarbowym.

Już w formularzu VAT-R, poprzez który dokonuje się zgłoszenia podmiotu do rejestru jako podatnika VAT należy wskazać czy kwalifikuje się on jako mały podatnik.

W pozycji nr 39 formularza zawarte zostały szczególne punkty, określające sposób rozliczania się podmiotu ze zobowiązań podatkowych. Warte uwzględnienia jest to, że każda nowo powstała działalność obciążona podatkiem VAT ma uprawnienia przynależne małemu podatnikowi. Dla przykładu: małym podatnikiem VAT będzie zarówno nowo powstała spółka kapitałowa jak i jednoosobowa działalność, która od niedawna figuruje w rejestrze.

Sytuacja ulegnie zmianie, gdy podmiot przekroczy górną granicę przychodu ze sprzedaży w którymkolwiek z lat podatkowych następujących po rejestracji bądź rozpoczęciu działalności. Gdy taka sytuacja nastąpi, podmiot zarejestrowany będzie zobowiązany wystąpić z kolejnym formularzem VAT-R, lecz tym razem o charakterze aktualizacyjnym. Tym samym traci on prawo wyboru metody rozliczania się, w które wyposażony jest mały podatnik.

Nie byłoby to dla podatnika tak dotkliwe, jeżeli w pierwszym zgłoszeniu zdecydowałby się on na wybór tzw. metody memoriałowej. Jednakże w wypadku przejścia z  metody kasowej bądź rozliczenia kwartalnego na rozliczenia comiesięczne ciężko uznać tę zmianę dla podatnika za pozytywną.

Mały może więcej przede wszystkim z tego względu, że wyposażony jest w prawo wyboru metody rozliczeniowej podatku VAT, podczas gdy jego „duży” kolega będzie podlegał jednej przewidzianej dla niego metodzie.  Kwestia wyboru rozliczenia jest dla podatnika więcej niż istotna. W zależności od pewnych czynników o charakterze wewnętrznym podmiotu jak i środowiska gospodarczego w jakim się obraca może przynieść korzyści oraz straty.

Czym zatem powinien kierować się mały podatnik w kwestii wyboru najbardziej odpowiedniej dla niego metody rozliczenia podatku od towarów i usług? Problematykę tę poruszę w następnej części cyklu.

pexels-photo

Kiedy nie musimy się martwić o GIODO?

Ustawa o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 roku nakłada na podmioty przetwarzające dane osobowe szereg obowiązków, z których najważniejszym jest niewątpliwie wymóg rejestracji zbioru danych u Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, zgodnie z art. 40 ustawy o ochronie danych osobowych. Definicja ustawowa zbioru danych osobowych to, jak mówi art. 7 ustawy:

każdy posiadający strukturę zestaw danych o charakterze osobowym, dostępnych według określonych kryteriów, niezależnie od tego, czy zestaw ten jest rozproszony lub podzielony funkcjonalnie;  

Ta mało czytelna definicja mówi nam, że zbiorem danych jest jakikolwiek zbiór danych zawierające informacje na temat osoby fizycznej, którą można bezpośrednio lub pośrednio zidentyfikować. Zgodnie z tą definicją, zbiorami danych są nasze notatniki z adresami i numerami znajomych, kroniki rodzinne zawierające informacje na temat poszczególnych jej członków czy nawet lista kontaktów w telefonie komórkowym.

Dlaczego nikt nie powiedział nam że musimy te zbiory zarejestrować i czy za niedopełnienie tego obowiązku grozi kara? Na szczęście ustawodawca nie dopuścił do powstania absurdalnej sytuacji i art. 3a uodo zwalnia z tego wymogu osoby fizyczne przetwarzające dane […] wyłącznie w celach osobistych lub domowych;

Dlatego też Kowalski, prowadzący notesik z kontaktami nie jest zmuszony dokonywać jakichkolwiek czynności związanych z rejestracją tego zbioru. A przedsiębiorcy? Czy im również przysługują jakieś zwolnienia? Odpowiedź daje nam rozbudowany art 43 ustawy, wymieniający 12 wyjątków od wymogu rejestracji, jednak większość z nich dotyczy organów państwowych lub innych instytucji. Z punktu widzenia podmiotu gospodarczego interesujące są punkty 4, 5, 8, i 12. Zbiory danych zwolnione z obowiązku zgłaszania do GIODO to:

4) przetwarzanych w związku z zatrudnieniem u nich, świadczeniem im usług na podstawie umów cywilnoprawnych, a także dotyczących osób u nich zrzeszonych lub uczących się;

5) dotyczących osób korzystających z ich usług medycznych, obsługi notarialnej, adwokackiej, radcy prawnego, rzecznika patentowego, doradcy podatkowego lub biegłego rewidenta;

8) przetwarzanych wyłącznie w celu wystawienia faktury, rachunku lub prowadzenia sprawozdawczości finansowej;

12) przetwarzanych w zbiorach, które nie są prowadzone z wykorzystaniem systemów informatycznych, z wyjątkiem zbiorów zawierających dane wrażliwe, o których mowa w art. 27 ust. 1.

Jak wynika z przepisu, jeśli zbiór danych dotyczy wyłącznie pracowników lub kontrahentów i ma związek wyłącznie z tą działalnością, to nie wymaga on zgłoszenia. Podobnie ma się sprawa z pacjentami lub klientami kancelarii adwokackich, radcowskich czy notarialnych. Dużym ułatwieniem jest również zwolnienie z obowiązku rejestracji danych zebranych w celu wystawienia faktury czy rachunku – te zbiory danych, mimo możliwych znacznych rozmiarów nie są przedmiotem zgłoszenia do GIODO. Również przedsiębiorcy przedkładający tradycyjne rozwiązania nad nowoczesną technikę, którzy zdecydowali się na prowadzenie zbiorów danych w formie papierowej, pod postacią np. kartotek nie muszą się martwić o niedopełnienie obowiązków z ustawy o ochronie danych osobowych.

Jak widać, nie każdy zbiór danych osobowych musi zostać zarejestrowany, a w kilku przypadkach ustawodawca ułatwił życie przedsiębiorcom, zwalniając ich z tego wymogu w kilku przypadkach.

kiedy-nie-trzeba-rejestrowac-zbioru-danych-w-giodo
Wojtek Rożdżeński

1-4-900x900

Prawo cytatu

Prawo do cytowania lub inaczej prawo cytatu jest jedną z podstawowych i najczęściej wykorzystywanych postaci dozwolonego użytku utworu w prawie autorskim. Nie zawsze jednak jest oczywiste w jaki sposób oraz w jakich sytuacjach z tego uprawnienia można korzystać. Jako przykład stanowiący ilustrację do wyjaśnienia na czym polega prawo cytatu posłużę się autentyczną sytuacją jaka wynikła w czasie organizacji jednego z krakowskich wydarzeń kulturalnych.

Podczas konsultacji zadano nam pytanie dotyczące instalacji artystycznej, składającej się ze starych telewizorów, która miała zostać umieszczona tuż przy Wiśle. Część z telewizorów wyświetlała tzw. mrówki (white noise), na innych natomiast pojawiać miały się zapętlone fragmenty filmów, teledysków oraz filmików z YouTube.

Prawo autorskie dopuszcza umieszczanie fragmentów cudzych, rozpowszechnionych utworów, a nawet całych drobnych utworów w innych utworach. Jest to jednak obwarowane pewnymi warunkami. Pierwszym z nich jest wymienienie twórcy utworu, którego fragment wykorzystujemy  oraz źródła, z którego zaczerpnęliśmy uzyskując dany utwór (np. link do filmu na YouTube). Informacje te należy wyeksponować w taki sposób aby każda osoba podziwiająca instalację mogła się z nimi zapoznać. Drugim warunkiem skorzystania z prawa cytatu jest obowiązek aby nasze dzieło, w którym umieszczamy urywek cudzego utworu stanowiło utwór w rozumieniu prawa autorskiego, tj. było przejawem działalności twórczej o indywidualnym charakterze – decyduje tutaj głównie kryterium oryginalności danego dzieła. Należy więc za każdym razem ocenić czy dzieło, w którym umieścimy cytat spełnia wymagania kwalifikujące je jako utwór chroniony prawem autorskim. W przypadku instalacji z telewizorów, o której mowa nie mieliśmy wątpliwości – z pewnością jest ona utworem!

Jak już wspomniałem na wstępie, prawo cytowania stanowi jeden z rodzajów dozwolonego użytku, nie jest zatem potrzebna żadna zgoda ze strony posiadacza praw autorskich na wykorzystanie jego utworu. Nie przysługuje mu też z tego tytułu wynagrodzenie.

Odrębną kwestią są autorskie prawa osobiste twórcy, a zwłaszcza “prawo do integralności utworu”, zgodnie z którym utwór może być wykorzystywany tylko w taki sposób w jaki został on ustalony przez twórcę, w innym wypadku dochodzi do naruszenia – np. twórca namalował tryptyk, ale galeria sztuki pomyliła kolejność lub wystawiła tylko dwa obrazy. W przypadku instalacji ze starych telewizorów może do tego dojść poprzez dokonanie zmian w sposobie prezentacji filmów  (np. zmiana kolorów lub tempa odtwarzania). Twórca ma wtedy prawo do żądania usunięcia skutków naruszenia, a jeżeli sprawa trafiła do sądu,  w przypadku zawinionego naruszenia sąd może (ale nie musi) przyznać twórcy pieniężne zadośćuczynienie.

Abstrahując od przykładu instalacji z telewizorów należy pamiętać, że istnieje możliwość przekroczenia granic prawa cytatu, może to nastąpić w przypadku dokonania zbyt dużej ingerencji w utwór, który chcemy zacytować. W takiej sytuacji może niezamierzenie dojść do stworzenia “utworu zależnego” będącego opracowaniem cudzego utworu np. stworzenie animacji z serii zdjęć lub wykorzystanie zbyt dużego fragmentu sampla w piosence. Na rozpowszechnienie utworu zależnego zawsze potrzebna jest zgoda uprawnionego.

Proszę pamiętać, że niniejszy artykuł stanowi jedynie zarys problemu w oparciu o konkretny przykład. Tematyka ta jest bardzo obszerna i jeszcze nie raz zagości na naszym blogu, dlatego też nie zostały tu poruszone wszystkie kwestie związane z prawem do cytowania.

Podsumowując:

  • Cytowanie to nie tylko przytaczanie fragmentu cudzego tekstu lub wypowiedzi i ujęcie go w cudzysłów,
  • Cytując należy zawsze oznaczyć autora oraz źródło, z którego korzystamy,
  • Trzeba pamiętać aby nie przekroczyć granic cytatu

https://www.instagram.com/p/BKc76bZgLNP/

maly-podatnik

Czy mały może więcej?

 

W prawie podatkowym dość często pojawia się termin małego podatnika. Często słyszę pytanie – co on właściwie oznacza? W pewną konsternację może wprowadzić to, iż definicja małego podatnika została zawarta aż w dwóch aktach prawnych. Mały podatnik zdefiniowany został w art. 2 pkt 25 ustawy o podatku VAT, jak i ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych. Nie oznacza to jednak, że oba terminy są pojęciami rozbieżnymi. Podatek od towarów i usług oraz podatek dochodowy to daniny o zupełnie innym charakterze, 

Jednakże kwalifikacja podmiotu jako małego podatnika opiera się na tożsamym kryterium – rocznego przychodu osiągniętego przez spółkę bądź osobę fizyczną. Granica przychodu w w art. 2 pkt 25 ustawy o podatku VAT oraz w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych postawiona została dość wysoko. Śmiało można stwierdzić, iż mały podatnik wcale nie musi być taki „mały” – przynajmniej pod względem osiąganego zarobku.

Ustawodawca w przepisach o VAT określił, że przychód osiągany przez małego podatnika ma pochodzić ze sprzedaży. Czy zatem podatnik będący usługodawcą podlega wykluczeniu jako mały podatnik ze względu na charakter swojej działalności? Na szczęście nie. W tekście ustawy posłużono się dość nietrafionym skrótem myślowym. Zostaje on rozwinięty w dalszej treści tego samego aktu – podstawiając pod definicję sprzedaży także świadczenie usług o charakterze pozarolniczym.

Podsumowując, mały podatnik to podmiot będący osobą fizyczną bądź jednostka organizacyjną, której obrót roczny nie przekracza 1 200 000 Euro – w związku z czym przewidziane są dla niego pewne udogodnienia, których pozbawione są podmioty osiągające wyższy obrót roczny. Na widniejące w nagłówku tekstu pytanie należy udzielić odpowiedzi pozytywnej. Dlaczego? O tym później.

Krzysztof Gołąbek

maly-podatnik

4

Telefoniczny spam

Większość z nas widzi często połączenie przychodzące od nieznanego numeru.Gdy po chwili wątpliwości decydujemy się odebrać, zostajemy poinformowani o “wspaniałej wiadomości” i że to nasz “szczęśliwy dzień”, ponieważ zostaliśmy zaproszeni na pokaz najnowszych garnków, pościeli czy materacy. O ile nie jesteśmy wielbicielami tych wydarzeń, to szóste zaproszenie w danym miesiącu może być męczące. Co powinniśmy wtedy zrobić? Wyjściem jest oczywiście wyłączenie telefonu / wyjazd w Bieszczady, ale te rozwiązania  poza oczekiwanym efektem mogą znacznie utrudnić nam życie.

Pierwszym nasuwającym się pytaniem jest “Skąd oni mieli mój numer?” Fakt otrzymania takiego telefonu oznacza najprawdopodobniej, że podczas wypełniania na którymś z portali internetowych formularza w którym wpisaliśmy nasz numer wyraziliśmy zgodę na przetwarzanie danych osobowych. Pozwoliło to administratorowi danych osobowych (najczęściej, choć nie zawsze właścicielowi danego portalu) na marketing bezpośredni własnych produktów lub usług, jak mówi art. 23 pkt. 4 ust. 1. Ustawy o ochronie danych osobowych. W praktyce oznacza to, że umożliwiliśmy danemu przedsiębiorstwu wysyłanie maili, wykonywanie telefonów lub przesyłanie korespondencji, jeśli te działania można uznać za rzeczony marketing bezpośredni. Często zdarza się również, że administrator danych osobowych przekazuje informacje o nas podmiotowi trzeciemu, zajmującemusię taką działalnością. Powszechną praktyką jest tworzenie ten sposób łańcuch podmiotów uzyskujących od siebie dane osobowe potencjalnych klientów. Wszystko to dzieje się poza naszą kontrolą.

Czy udzielając zatem raz nieopatrznie takiej zgody przekreśliliśmy szanse na spokój i jesteśmy skazani na niekończące się telefony z zaproszeniami? Na szczęście ustawodawca wyposażył nas w odpowiednie narzędzia do walki z niechcianymi ofertami. Art. 32 Ustawy o ochronie danych wymienia szereg uprawnień przysługujących osobom, których dane są przetwarzane. Kluczowym przepisem jest w tym przypadku punkt 8. tego artykułu, przyznający tzw. Prawo sprzeciwu. Umożliwia ono nakazanie administratorowi danych osobowych zaprzestanie przetwarzania naszych danych, a tym samym usunięcie ich z jego zbioru. Może on jedynie pozostawić w nim nasze imię i nazwisko oraz adres lub numer PESEL, lecz wyłącznie w celu uniknięcia wykonywania do nas kolejnych połączeń / wysyłania maili lub listów. Co ważne, prawo sprzeciwu można wnieść w dowolnym momencie.

Następnym razem, gdy otrzymamy niechciany telefon nie odmawiajmy przyjęcia oferty złożonej nam przez sprzedawcę, ani nie rozłączajmy się. Zgłośmy sprzeciw, co pozwoli nam na uniknięcie kolejnych takich telefonów. Przynajmniej dopóki kolejny raz nie podamy w formularzu naszego numeru telefonu.

Wojtek Rożdżeński